środa, 29 sierpnia 2012

3. American Cookies.

                                                                                                                                                                                         Hej, hej! :) Z laptopem na kolanach, pisząc środową notkę, korzystam z ostatnich dni błogiego lenistwa. A Wy, jakie macie sposoby na korzystanie z uciekających przez palce wakacji? :) 
 Od ostatniej notki minęło dosyć sporo czasu, bowiem napomniałam Wam, że wyjeżdżam na patriotyczne wakacje w poprzednim tygodniu. Tak się też stało! :) Z wypoczywania nad Bałtykiem wróciłam pełna energii i wigoru, do działania... Na chęciach się skończyło i wylądowałam na randce z laptopem. :( Ale żeby nie wszystko było stracone, mam zamiar jeszcze spotkać się kilka razy ze znajomymi, aby celebrować trwające jeszcze szaleństwo. 
 Teraz przechodzimy do tematu notki, czyli... American Cookies!
Kto zna, lubi i jadł, wie o co chodzi. Piszę właśnie o pysznych, amerykańskich ciasteczkach, z kawałakami czekolady. Ostatnio, zafascynowana kulinarnym światem, moja siostra, wpadła na pomysł upieczenia naszych własnych ciasteczek. Aby wypróbować swoje siły w tym krągu, najpierw postanowiła przygotować owe słodkości, z tak zwanej paczuszki, dostępnej w sieciach sklepów Lidl, z serii: Amerykańskie. W późniejszym czasie, jednak również planuje wykonanie własnego przepisu. :P Na początku, dwa zdjęcia amerykańskich cudeniek, zaczerpniętych z internetowej strefy: 



 A teraz czas na zdjęcia z naszych przygotowań! :) Odpowiednio wklejam zdjęcia "surowych" ciasteczek, a potem gotowych. Enjoy!



 Przygotowane z mieszanki z opakowania, z dodatkiem mleka i masła, ciasteczka, wędrują na papier do pieczenia, zaraz potem do piekarnika ustawionego na 170 stopnii.


3 minuta pieczenia - ciasteczka rosną jak na drożdżach. :)



I końcowe fazy pieczenia - już wtedy były do schrupania!



It's ready!


 
Czekoladowe pysznośći najlepiej smakują w połączeniu z zimnym mlekiem. Smacznego! :)

 Jeśli będziecie zdecydowani przygotować własnie Amerykańskie Ciasteczka, pozostawiam stronę, na której możecie znaleźć przepis: http://gotowaniecieszy.blox.pl/2010/07/American-cookies.html :)

 Na zakończenie notki, pozostawiam Was z tuzinem inspiracji, oraz nutką, która chodzi po mojej głowie caaaały dzisiejszy dzień. Have a lovely day, bye! x















&


Miód na moje serce, czyli Lana Del Rey i jej akustyczne "Born To Die". 

Kisskisskiss! x

czwartek, 16 sierpnia 2012

2. Szalone połączenia? Czemu nie! Outfit i nie tylko.

Witajcie, kochani!

Druga notka właśnie powstaje, wraz z pomocną mojej ukochanej nuty, dudniącej w głośnikach (przy okazji, w następnym poście przedstawie moją playlistę, na której na pewno się znajdzie! :) ). Długo zastanawiałam się, co może być tematem dzisiejszem symbolicznej notki. Postawiłam na to, co wszystkie dziewczyny, panienki, kobiety uwielbiają, czyli... ZAKUPY!
 Oj, tak. Wszystkie z nas je kochają. W niedawną sobotę, wybrałam się na przedostatnie zakupy wakacyjne, szkolne, oraz ciuchowe. :)
 Nie muszę Wam przypominać, że niesety dla uczniów, których edukacja będzie trwać jeszcze przez conajmniej sześć lat (tak jest w moim przypadku) słodkie, wakacyjne lenistwo, kończy się wraz z dniem 3 września, czyli za niecałe trzy tygodnie :( Należy myśleć przyszłościowo, więc osobiście, powoli zaopatrzam się w rzeczy potrzebne dla dalszej nauki, w pierwszym roku gimnazjum. 
 Jako moi czytelnicy, musicie również wiedzieć, że w ten piątek (dość niefortunnym środkiem transportu) wyjeżdżam na tydzień całkowitego odpoczynku, nad morze. Podpowiem Wam, że będzie patriotycznie. 
 Zagłębiając się w tematytrzeciej części weekendowych sprawónków, wezmę na jezyk inny, modowo-życiowy pamiętnik blogowy. :) Przeglądając nowości na stronie Make Life Easier (z całcego serca polecam Wam tę witrynę blogową, prowadzoną przez Kasię Tusk, oraz jej przyjaciółkę - Zosię) zostałam natchniona, poprzez pomysłowe stylizacje córki premiera, na stworzenie własnego modowego szaleńtwa. :)

 Może do końca nie jest to, co chciałam osiągnąć, wybierając takie, a nie inne tkaniny, aczkolwiek efekt końcowy był dosyć zachwycający. Zdjęcia nie są w dobrej jakości, plener nie pochwala, ale wprost musicie mi wybaczyć - to moje pierwsze zdjęcia tutaj. :) 

Na piątkową przechadzkę z przyjaciółkami na mieście wybrałam zupełny hit lata, późniejszej jesieni - bluzkę z kołnierzykiem. Mój, dzisiaj przedstawiany egzemplarz, należy do Ani. Sama również posiadam kilka okazów, których także nie zabraknie w przyszłych notkach. Do dopełnienia całkowitej stylizacji dobrałam obcisłe rurki wykonane z jasnego dżinsu, wyłapane na letnich wyprzedażach, czarny, cienki sweterek, z rękawem 3/4, oraz czarną bandanę. :) Przesyłam kilka zdjęć, abyście mogli dokładniej dojrzeć końcowy wygląd:








Bluzka z kołnierzykiem: H&M, około 60 zł.
Sweterek 3/4: H&M, około 50 zł.
Dżinsy: Stradivarius, około 70 zł.
Bandana: Przyjaciółki. 


 Na dodatek, wklejam piękne buty mojej fotografki, które będę miała w posiadaniu za kilka dni. W przyszłej notce wkleję foty. :) 



 Dalsza część zdjęć, dotyczy reszty moich zakupów. Możecie podziwiać m.in bordowe spodnie, które zawładnęły jesiennymi kolekcjami:





 Wygląd na ciele (po tych zdjęciach zdałam sobie prawę, że koniecznie muszę schudnąć, szczególnie z nóg :<) :



(cena i sklep wyżej)




Beżowa bluzeczka: Stradivarius, około 15 zł.




Swterek z wzorkami: Stradivarius, około 50 zł.








Parka: H&M, około 150 zł.







Bordowe spodnie: Stradivarius, około 80 zł.


Na sam koniec, zdjęcie mojej kolekcji nowych książek. Aż zachwycają swoją wonią nowości! :)



 Mam nadzieję, że dzisiejsza notka przypadła Wam do gustu. :) A Wy? ZROBILIŚCIE JUŻ WSZYSTKIE ZAKUPY, POTRZEBNE DO DALSZEJ EDUKACJI? A BYĆ MOŻE MACIE DOPIERO W PLANACH? ODPOWIEDZI, PISZCIE W KOMENTARZACH! :)

 Przypominam, że jeżeli chcecie być informowani o następnych notkach, zostawcie w komentarzu kontakt do siebie.

 Pozdrawiam serdecznie i do następnej! x