Hej, hej! :) Z laptopem na kolanach, pisząc środową notkę, korzystam z ostatnich dni błogiego lenistwa. A Wy, jakie macie sposoby na korzystanie z uciekających przez palce wakacji? :)
Od ostatniej notki minęło dosyć sporo czasu, bowiem napomniałam Wam, że wyjeżdżam na patriotyczne wakacje w poprzednim tygodniu. Tak się też stało! :) Z wypoczywania nad Bałtykiem wróciłam pełna energii i wigoru, do działania... Na chęciach się skończyło i wylądowałam na randce z laptopem. :( Ale żeby nie wszystko było stracone, mam zamiar jeszcze spotkać się kilka razy ze znajomymi, aby celebrować trwające jeszcze szaleństwo.
Teraz przechodzimy do tematu notki, czyli... American Cookies!
Kto zna, lubi i jadł, wie o co chodzi. Piszę właśnie o pysznych, amerykańskich ciasteczkach, z kawałakami czekolady. Ostatnio, zafascynowana kulinarnym światem, moja siostra, wpadła na pomysł upieczenia naszych własnych ciasteczek. Aby wypróbować swoje siły w tym krągu, najpierw postanowiła przygotować owe słodkości, z tak zwanej paczuszki, dostępnej w sieciach sklepów Lidl, z serii: Amerykańskie. W późniejszym czasie, jednak również planuje wykonanie własnego przepisu. :P Na początku, dwa zdjęcia amerykańskich cudeniek, zaczerpniętych z internetowej strefy:
Teraz przechodzimy do tematu notki, czyli... American Cookies!
Kto zna, lubi i jadł, wie o co chodzi. Piszę właśnie o pysznych, amerykańskich ciasteczkach, z kawałakami czekolady. Ostatnio, zafascynowana kulinarnym światem, moja siostra, wpadła na pomysł upieczenia naszych własnych ciasteczek. Aby wypróbować swoje siły w tym krągu, najpierw postanowiła przygotować owe słodkości, z tak zwanej paczuszki, dostępnej w sieciach sklepów Lidl, z serii: Amerykańskie. W późniejszym czasie, jednak również planuje wykonanie własnego przepisu. :P Na początku, dwa zdjęcia amerykańskich cudeniek, zaczerpniętych z internetowej strefy:
A teraz czas na zdjęcia z naszych przygotowań! :) Odpowiednio wklejam zdjęcia "surowych" ciasteczek, a potem gotowych. Enjoy!
Przygotowane z mieszanki z opakowania, z dodatkiem mleka i masła, ciasteczka, wędrują na papier do pieczenia, zaraz potem do piekarnika ustawionego na 170 stopnii.
3 minuta pieczenia - ciasteczka rosną jak na drożdżach. :)
I końcowe fazy pieczenia - już wtedy były do schrupania!
It's ready!
Czekoladowe pysznośći najlepiej smakują w połączeniu z zimnym mlekiem. Smacznego! :)
Jeśli będziecie zdecydowani przygotować własnie Amerykańskie Ciasteczka, pozostawiam stronę, na której możecie znaleźć przepis: http://gotowaniecieszy.blox.pl/2010/07/American-cookies.html :)
Na zakończenie notki, pozostawiam Was z tuzinem inspiracji, oraz nutką, która chodzi po mojej głowie caaaały dzisiejszy dzień. Have a lovely day, bye! x
&
Miód na moje serce, czyli Lana Del Rey i jej akustyczne "Born To Die".
Kisskisskiss! x
















Mniam! *.*
OdpowiedzUsuń